• Zamknij oczy i pomyśl o najprzyjemniejszym zielonym miejscu w Twojej okolicy. Odetchnij, wyjdź z biura i spotkaj się tam z przyjaciółmi. Wyłączcie telefony. Włączcie łomżing.

  • Sztukę skutecznego łomżingu należy promować. Dlatego zatrudniliśmy Trenera Łomżingu – prawdziwego eksperta od beztroski. Będzie on przekazywał swoją wiedzę i umiejętności w dziedzinie przyjemnych chwil na łonie natury. Oczywiście z udziałem niezawodnych znajomych.

  • Stanowisko pracy: leżak na łonie natury/koc na trawie/hamak na drzewie
    Obowiązki: przyjemności plenerowe, gawędzenie z przyjaciółmi, utrzymywanie dobrego humoru
    Czas pracy: nie za dużo, tylko w niektóre weekendy
    Wynagrodzenie: godne specjalisty

  • Beztroskiego specjalistę wybrali znawcy tematu – twórcy bloga Make Life Harder. Maciej i Lucjan spisują też oficjalny Dekalog Łomżingu z myślą o potomnych. Zjedź niżej, aby dowiedzieć się, kto został Trenerem i czym jest tajemniczy Dekalog.

TRENER ŁOMŻINGU WYBRANY!

Oto on! Mistrz beztroski, specjalista od relaksu i szef wszystkich szefów w Łomżingu. Ten beatboxer z ponadprzeciętną zdolnością do odpoczynku nie tylko zgarnie sporo kasy, ale już wkrótce udowodni, że „You know nothing” w temacie Łomżingu. Gratulacje i szacuneczek!

ZOBACZ VIDEO Z REKRUTACJI

1. JAK ZROBIĆ GRILLA?

ZOBACZ NASZĄ VIDEO-INSTRUKCJĘ

Polski mężczyzna już od dziecka rozwija w sobie kilka atawistycznych atrybutów,które później towarzyszą mu przez resztę życia: lęk przed ciemnością, szowinizm i grillowanie jako pochodna fascynacji ogniem. Pierwsze barbecue w Polsce zorganizował już Mieszko I z okazji chrzcin Polski. Jak głosi legenda – pomimo tego, że grill zgasł mu dwa razy a kiełbaski były zimne w środku, Mieszko do śmierci uważał się za mistrza rusztu. Do dziś niewiele się zmieniło i każdy jeden Miras z Piterem jest przekonany, że świetnie radzi sobie z grillem. Niestety postawa taka często jest źródłem traumy u Polaków, którym grillowanie coraz częściej kojarzy się z awanturami, krzykami i histerią starego o to, że zła rozpałka, talerze krzywo i skąd kurwa wszędzie ten wiatr. Dlatego żeby sobie zaoszczędzić PTSD, wstydu przed dziećmi i wyroku za przemoc domową, organizujemy grill typu „kiełbaska gladiatora”. W skrócie polega to na tym, że całą rodziną siadacie w kółeczku, każdy dostaje kabanosa i słoiczek musztardy. Jecie tak długo aż dzieci rozpłaczą się ze szczęścia. Wszyscy będą wniebowzięci, a dla żony po raz pierwszy w życiu staniesz się bardziej męski niż Russel Crowe w „Gladiatorze”.

2. JAK LEŻEĆ NA TRAWIE?

ZOBACZ NASZĄ VIDEO-INSTRUKCJĘ

Leżenie w ostatnich latach stało się symbolem buntu w świecie zdominowanym przez ludzi stojących. Ludzie stoją już właściwie wszędzie: w windzie, w korkach, w kolejkach. Przez te wszystkie lata stania niektórzy zapomnieli jak leżeć. O ile jeszcze leżenie nocą w trakcie snu jest społecznie akceptowalne, o tyle leżenie na trawie w ciągu dnia wydaje się trudniejsze niż relacje Edyty Górniak z paparazzi. A przecież – jak powiedział poeta – „leż na trawie wśród tych, co stoją na przystanku i czekają na autobus do pracy”. Leżenie na trawie nie wymaga żadnych większych przygotowań fizycznych, natomiast wymaga stanowczości, determinacji i wyjątkowej odporności psychicznej. Początkowy szok osoby, która na trawie kładzie się pierwszy raz w życiu, można złagodzić stawiając w zasięgu wzroku laptopa z Power Pointem i otwartą tabelką w Excelu. Kiedy przezwyciężysz w sobie poczucie bezproduktywności, wyrówna ci się oddech i zaczniesz śledzić wzrokiem klucz pelikanów na niebie, możesz dyskretnie zamknąć laptopa i rozpiąć spodnie. Aby zmaksymalizować doznanie, dobrze jest włożyć sobie w majtki trochę sianka i wmasowując je kolistymi ruchami, nucić pod nosem „Dumkę na dwa serca”.

Łowienie ryb jest jak joga. Wycisza, uspokaja, a na końcu i tak można zabić bezbronne zwierzę. Nie dziwi zatem fakt, że wędkarstwo obok masturbacji i pisania donosów do urzędu skarbowego jest najbardziej relaksującym zajęciem mężczyzn. Żeby łowienie było udane, należy postępować zgodnie z uświęconą od stuleci procedurą. W pierwszej kolejności poprawiamy wąsa, czeszemy brwi i przygotowujemy ciasto na zanętę. Następnie kopiemy robaki i w kiblu łapiemy muchy. Sprawdzamy żyłki i kołowrotki, przygotowujemy przypony. Następnie zakładamy wodery, kamizelkę moro i czapeczkę z daszkiem przyozdobioną kolorowymi muchami, fikuśnym piórkiem i przypinką z patronem moczenia kija – św. Stanisławem Łyżwińskim. W prawą rękę bierzemy spinning, chinkę, podbierak. W lewą chwytamy skrzyneczkę z haczykami, woblerami i ciężarkami oraz siatkę na ryby. Aby wędkowanie było jeszcze bardziej udane, całość z rozmachem wpierdalamy w pierwsze napotkane krzaki i resztą dnia spędzamy leżąc na pomoście i rozmawiając z niewidzialnymi dorszami.

4. JAK GRAĆ W BADMINTONA?

ZOBACZ NASZĄ VIDEO-INSTRUKCJĘ

Kiedy Sławomir Babinkton w ogródku swoich dziadków pod Ełkiem wymyślił grę w kometkę, nikt nie podejrzewał, że sport ten stanie się najpopularniejszą po rowerkach wodnych i okradaniu Niemców aktywnością fizyczną Polaków na wakacjach. Każdy, kto kiedyś zniszczył swojego dziadka na trawniku przed domkiem 2:0 w setach (21:3; 21:0), zna smak zwycięstwa i nie trzeba go namawiać do gry. Ale nie wszyscy wiedzą, że współczesny badminton jest wypaczeniem pierwotnego pomysłu Sławomira Babinktona. Oryginalny babinkton pełen był symboliki i odniesień do natury: kometka symbolizowała słońce, rakiety – dwa oceany, a zawodnicy – równowagę między dniem a nocą. Nie trzeba być filozofem przyrody, aby zauważyć, że w babinktonie chodzi przede wszystkim o wschody i zachody oraz wewnętrzy balans pomiędzy kulturą, naturą a konfiturą. Dlatego gramy siedząc przy piwku na tle zachodzącego słońca, rozmawiamy z dziadkiem o oceanach, paletkami odganiamy komary. Nie ma zwycięzców, nie ma przegranych. Jest cisza, wibrujące powietrze i dojrzewające od lat erotyczne napięcie między wami.

5. JAK ROZŁOŻYĆ NAMIOT?

ZOBACZ NASZĄ VIDEO-INSTRUKCJĘ

Stare polskie przysłowie mówi: „Gdzie strumyk bystry, tam kozica u wodopoju; gdzie trawka miękka, tam owieczka syta; a gdzie trzech Polaków, tam cztery namioty. Dwa do spania i dwa gospodarcze”. O ile kozica i owieczka pojawiają się w tym tekście dla zbudowania napięcia, o tyle namioty są stałym elementem pejzażu Polaka na wakacjach. Idea namiotu na polskiej wsi odwołuje się bowiem do pierwotnej potrzeby bliskości człowieka z naturą. Naukowcy są zgodni co do tego, że zaledwie dwa pokolenia wstecz większość Polaków była bawołami w mongolskich jurtach, a jeszcze w połowie lat 90-tych co drugie dziecko na Podlasiu rodziło się w tipi. Niestety każdy, kto kiedyś rozkładał namiot, do dziś w głowie słyszy przykre słowa: „jak to trzymasz, cipo jedna?!” albo „gdzie z tym tropikiem, czy ty kurwa jesteś ślepy?!” i regularnie zdarza się, że ktoś komuś w nerwach sprzeda śledzia pod żebra. Dlatego zanim rozłożysz namiot, pamiętaj, żeby napoić kozicę, nakarmić owieczkę siankiem i po założeniu foliowej siatki na głowę położyć się w wysokiej trawie. Dzięki temu nie tylko poczujesz się jak twój dziadek na mongolskim stepie, ale zanim się obejrzysz – będzie poranek, a ty nie będziesz musiał składać namiotu, dzięki czemu jego wczorajsze rozkładanie będzie dla ciebie czystą przyjemnością.

6. JAK WEJŚĆ NA HAMAK?

ZOBACZ NASZĄ VIDEO-INSTRUKCJĘ

Hamak, jak sama nazwa wskazuje, pochodzi z Bułgarii. Rocznie na skutek uduszeń i urazów czaszki hamaki zabijają od 500 tys. do 4 milionów Bułgarów, co sprawia, że po wypadkach dyliżansów są drugim największym zabójcą Bułgarów. We wchodzeniu na hamak największą rolę odgrywa balans ciała. Nie dziwi zatem fakt, że dla osób z chorobami błędnika i zapaleniem ucha środkowego hamak jest prawdziwą turbiną śmierci. Dlatego ze względów bezpieczeństwa wchodząc na hamak, stosujemy zasadę „ludzkich szelek”, a więc wchodzimy zawsze w asyście osoby dorosłej, która trzyma nas za ręce do momentu aż przyjmiemy bezpieczną pozycję leżącą. Polaków we wchodzeniu na hamak często gubi brawura, czyli siadanie samemu tyłem, techniką na tak zwane „dupsko w koszyczku”. Sposób ten jest o tyle ryzykowny, że w momencie zapadania się bioder często dochodzi do paniki i próby podparcia się rękoma, które wplątują się w oka hamaku, blokując dopływ krwi w górnych kończynach. Na skutek zaburzenia wektora balansu dochodzi do gwałtownego fiflaka w tył i obcięcia rąk w łokciach, co jest to o tyle kłopotliwe, że bez rąk ciężko się zrelaksować, a trzymanie butelki z piwem jest właściwie niemożliwe.